Zawadka Morochowska

ЗАВАДКА МОРОХІВСЬКА (pol. Zawadka Morochowska ) – do1947 r. wieś ukraińska w powiecie sanockim. W 1939 r. liczyła 280 mieszkańców: wszyscy narodowości ukraińskiej [Kubijowycz, 76].

DOKUMENTY

Mordy na mieszkańcach

3 marca 1946 r., okolice Zawadki Morochowskiej  – Fragment protokółu przesłuchania przez SB OUN dowódcy 5 kompanii 34 pp 8 dywizji WP Bronisława Kuźmy o jego udziale w mordzie na mieszkańcach Zawadki Morochowskiej

[…] Następnego dnia [29 lub 25 stycznia 1946 r. – B.H.] pułkownik Pluto wydał 2. i 3. batalionowi rozkaz spalenia Zawadki Morochowskiej. Batalion 2. poszedł na Zawadkę Morochowską, a 3. był w Mokrym na zastawie. Akcją na Zawadkę Morochowską dowodził z rozkazu pułkownika Pluto dowódca 3. batalionu kapitan Kozyra, chociaż jego batalion był w Mokrym,a nasz dowódca kapitan Gutowski został przy 3. batalionie. Do środka wsi weszły kompanie 4, 5 i 6. One paliły wieś i mordowały mieszkańców. […] Ja ze swoją kompanią paliłem i mordowałem środkową część wsi. Ja sam zastrzeliłem jednego mężczyznę-Ukraińca, lat około 40–48. Przekłułem mu brzuch, a potem przekłułem go dwa razy – on prosił się, żeby go dobić. Ja sam nikogo więcej nie zamordowałem,ale wśród nas byli tacy, którzy lubowali się tą robotą. Rżnęli dzieci,wydłubywali oczy, odżynali języki, odcinali kobietom piersi. […] Na drugi dzień nasz 2. batalion otrzymał od pułkownika Pluto pochwałę za dobre przeprowadzenie akcji.

Źródło:J. Staruch „Stiah”, Nowitni warwary. Nowi Lidice, w: Litopys UPA. Nowa seria, t. 21: Jarosław Staruch Dokumenty i materiały, red. W. Moroz, Kyiv-Toronto 2012, s. 673–674. Tłum. z j. ukraińskiego.

Tłumaczenie na język polski relacji Włodzimierza Biłasa o mordzie na Ukraińcach we wsi Zawadka Morochowska, zamieszczonej przez Stefana Migusa w tygodniku „Nasze Słowo” nr 15z 1990 r.

 […] – Po raz pierwszy Wojsko Polskie napadło na Zawadkę Morochowską 24 stycznia 1946 r. – wspomina czternastoletni wówczas mieszkaniec wioski Wołodymyr Biłas – Żołnierze przyszli i przyjechali wozami od strony Morochowa i Mokrego. Prawie cały dzień rabowali, co im wpadło w ręce. Bili każdego, kto się nawinął. Ojciec mój zdołał uciec z koniem do lasu. Nie przed Polakami, bo – jak mu się wydawało – żył z nimi w zgodzie.Uciekał, gdyż bał się , żeby nie stracić konia…  Rankiem następnego dnia obudził mnie i krzyknął:„Bierz szybko konia i uciekaj do lasu, wojsko otacza wieś!”. Niektórzy już zdążyli uciec. Żołnierze już otoczyli wieś, widziałem ich ukrytych w krzakach,jednak nie zatrzymali mnie. Pewno myśleli, że jeszcze o nich nic nie wiemy inie chcieli się pokazać. Jadąc dalej, spotkałem grupę ludzi, wracających z lasu. Byli zamarznięci. O żołnierzach już wiedzieli, usłyszeli jeszcze ode mnie, lecz odrzucali myśl o niebezpieczeństwie – we wsi panowała cisza. Ci ludzie nie myśleli, że może się powtórzyć taki napad, jak poprzedniego dnia.Wojsko przepuściło ich. Weszli do pułapki bez przeszkód. Gdy byłem już jakieś200 metrów w głębi lasu, usłyszałem strzelaninę i krzyki od strony Zawadki.Była godzina ósma rano. Strzały i wołania o pomoc tak mnie przestraszyły, że nie wiedziałem co robić, ale koń sam zaprowadził mnie do ludzi, którzy ukrywali się w lesie. Razem ruszyliśmy jeszcze głębiej w las. Po długim marszuspotkaliśmy oddział UPA. Opowiedzieliśmy partyzantom o strzelaninie i strasznych krzykach we wsi. Dodałem, że wieś paliła się. Kilku partyzantów poszło na zwiad. Niebawem wrócili ze smutkiem na twarzach. Nie chcieli nam nic mówić, tylko coś raportowali dowódcom. Przeczuwałem najgorsze, w duszy jednak tliła się nadzieja. Tam przecież zostali rodzice, siostrzyczka,siedmiomiesięczny braciszek…

 straszny obraz – ludzie, których spotkałem w lesie, gdy wracali do Zawadki,byli martwi. Trupy leżały w całej wiosce. Leżały tam, gdzie ich dopędzili żołnierze i zakłuli bagnetami. A mordowali bagnetami wszystkich: dzieci, dorosłych,kobiety, starców. Mego tatę jako jedynego zastrzelili. Strzelali w plecy, gdy drzewo rąbał. Mamę z siedmiomiesięcznym bratem i siedmioletnią siostrzyczką dogonili na podwórzu. Mamie podcięli język, całe ciało pokłuli bagnetami.Siostrę też zakłuli bagnetem, Brata nie było nigdzie. W trakcie szukania rannych ludzie zobaczyli, że mama jakby się poruszyła. Odwrócili ją i zobaczyli pod nią mego braciszka. Był cały we krwi, ale żył. Mama uratowała mu życie,przykrywając go własnym ciałem. Sama jednak zginęła w strasznych męczarniach.

 Trudno opisać wygląd Zawadki Morochowskiej po tych napadach. Z tej rzezi uratowało się chyba z 10 osób, aponad 100 żołnierze zamordowali. Napady powtarzały się jeszcze dwukrotnie, alewówczas zabijano już tylko mężczyzn, nawet rannych.

Trudno zrozumieć to bestialstwo. Ciężko ranna Kateryna Tomasz – na jej oczach żołnierze zakłuli trójkę jej dzieci –opowiedziała partyzantom z UPA wszystko, co widziała na własne oczy i z tego powstał protokół. Powiedziała również, że żołnierzom pomagali mordować Polacy ze wsi Niebieszczany.

 Cudem uratowała się Marusia Maksym.Kiedy żołnierze wpadli do wioski i biegli w jej kierunku, ona schowała się zababcię. Zakłutą bagnetami babcię wnuczka pociągnęła na siebie, przykryła się jej ciałem. I w ten sposób przeżyła.

Wszystkimi napadami dowodził ten sam porucznik. Jeździł na białym koniu po wiosce i strzałami z pistoletu dobijał rannych. Krzyczał przy tym, że wystrzela wszystkich, jak kaczki, jeśli nie wyjedziemy do Związku Radzieckiego. Spotkałem go później w Mokrem. Kiedy go zobaczyłem, zacząłem uciekać z braciszkiem na rękach. Dobiegłem do chaty Josyfa Płatosza, który przygarnął nas, sieroty, po tej tragedii. Modliłem się w duszy: jeśli oficer znajdzie nas, to niech zabije nas obu, razem z bratem. Przypomniały mi się słowa mamy, że kiedy przyjdą zabijać, to niech zabiją wszystkich, razem z dziećmi, by zaoszczędzić im losu nieszczęsnych sierot … Oficer odnalazł nas i zorientował się, skąd jesteśmy.Powiedział, żeby nie uciekać, bo już nie zabijają. Ale jak można nie uciekać,gdy przed oczyma czternastoletniego chłopca stoi postać zabitego tatusia,zakrwawionej i zakłutej mamy i siostry…

Kto mordował mieszkańców ZawadkiMorochowskiej, nie jest tajemnicą. W tej strasznej akcji brał udział 2. batalion34. pułku Ludowego Wojska Polskiego. Pułkiem dowodził podpułkownik Stanisław Pluto. Nazwiska porucznika dowodzącego oddziałem, który mordował, nie znam, ale to chyba nie trudno ustalić. 

 Ta druga, najtragiczniejsza akcja 2.batalionu, trwała od godziny 8. do 8.30. Najstarszym z zamordowanych mieszkańców był 70-letni Andrij Maksym. Spalono go żywcem. Najmłodsza była sześciomiesięczna Kasia Izdebska. Podcięto jej gardło. Przy okazji wojsko zamordowało żołnierzy wracających z Armii Czerwonej do domu. Byli to: Iwan Biłas – 35 lat, Iwan Neczysty – 41 lat, Mychajło i Petro Izdebscy – 22 i 28lat. Ci ludzie wyzwalali od hitlerowców między innymi i Polskę. Wracali do domu, aby zginąć w czasie pokoju.

Mieszkańcy okolicznych wsi opowiadali, że wracające z Zawadki wojsko wyglądało, jakby wyszło z rzeźni.Żołnierze byli zakrwawieni, krew była na ich twarzach i rękach. Świadkowie tego morderstwa jeszcze są. Czy morderców dosięgnie sprawiedliwość ?

* * *

25 stycznia 1946 r. II batalion(dowodzony tego dnia przez kapitana Kzyrę) 34 pułku Wojska Polskiego (dowódca ppłk Stanisław Pluto) o godz. 8 rano zajął ukraińską wieś Zawadka Morochowska. Akcja trwała pół godziny. Listę ofiar (niepełną) podajemy za: Annały Świtowoji Federaciji Łemkiw nr 2,Camillus (USA) 1975, s. 168–172. [Wykaz ułożony rodzinami].

Biłas Kateryna (około 60 lat), Biłas Pełahija (około 50 lat), Biłas Ewa (36 lata) Biłas Teodor (65 lat), Biłas Iwan (46 lata) Biłas Marija (38 lata) Biłas Sofija (7 lat), Biłas Katarzyna, Bonczak Osyp, Bonczak Marija (żona) Bonczak Kateryna (córka), Bonczak Dmytro (50 lat) Bonczak Iwan (brat), Cyhanyk Wasyl, Cyhanyk Kateryna (matka), Cyhanyk Iwan, Dobriański Mykoła, Dudyńczak Anastasja (40 lat), Dudyńczak Osyp (40 lat), Hrynio Iwan,

Izdebska Ewa, Izdebska Kateryna (6 miesięcy) Izdebski Mychajło Izdebski Petro (brat),Izdebski Nestor, Kłemczyk Anna, Klemczyk Dmytro, Kozłyk Kateryna, Kozłyk Anna,Kozłyk Ewa, Kyryłejza Marija (41 lata, ur. w USA) Kyryłejza Anna (córka, 16 lat) Kyryłejza Kateryna (córka 15 lat), Kyryłejza Kateryna, Kyryłejza Jaroslaw (syn ), Kyryłejza Petro (brat), Maksym Andrij (70 lat), Maksym Marija (żona),Maksym Anastasija (synowa), Maksym Stepan (10 lat), Maksym Kateryna (4 lata), Maksym Anna (1 rok), Neczysta Anna, Neczysta Kateryna (córka, 20 lat), Neczysty Mychajło (ranny), Neczysta Kateryna (żona), Neczysta Sofija (córka, 8 lat), Neczysta Marija (córka, 6 lat), Neczysty Taras (3 lata), Neczysta Mahdałyna (17 lat), Neczysty Andrij, Neczysty Iwan, Tomasz Kateryna, Tomasz Marija(córka), Tomasz Anna (córka), Tomasz Stepan (syn)

Ofiary Wojska Polskiego z akcji w dniu 28 marca 1946 r.:

Biłas Iwan (36 lata), Biłas Teodor (40lat), Dobrianski Wasyl (35 lat), Kyryłejza Dmytro (48 lat), Kłemczyk Mychajło (28 lat), Kozłyk Stepan (18 lat), Maśluh Iwan (46 lat), Maśluch Mykoła (26lat), Maśluch Teodor (26 lat), Neczysty Mychajło (38 lat), Szurkało Jakym (40lat).

Ofiary Wojska Polskiego akcji w dniu 13 kwietnia 1946 r.:

Bonczyk Wołodymyr (18 lat), Dobriański Wołodymyr (15 lat), Dobriański Iwan (22 lata), Kyryłejza Iwan (42 lata), Maśluch Orest (27 lat), Neczysty Siańko (3 lata).W Zawadce Morochowskiej, w: M. Siwicki, Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich, t. III, Warszawa 1994, s. 315–319.Z

 1946 luty 1,m.p. [Sanockie] – Tłumaczenie na język polski sprawozdania informacyjnego „Stepowej” dotyczącego mordów Wojska Polskiego na ukraińskich mieszkańcach wsi Zawadka Morochowska

We wsi Zawadka Morochowska nasz oddział stoczył walkę z bandytami rabującymi wieś. Złoczyńcy zostawili wszystko – moździerze,furmanki z mieniem i amunicją, uciekli w kierunku polskiej wioski Niebieszczany. Następnego dnia zebrali większe siły na czele z sowieckimi oficerami stacjonującymi w sąsiednich wsiach, wpadli do wsi i zamordowali 66osób oraz spalili prawie wszystkie chałupy. Ofiarami mordu były głównie dzieci poniżej roku, a nawet pół roku, kobiety i starcy. Mężczyźni przeważnie ratowali się ucieczką do lasu. Wśród 66 trupów było tylko 4 mężczyzn, których zastrzelono podczas ucieczki z chaty. Inni byli pobici kolbami, pokłuci bagnetami, porżnięci nożami i spaleni (6 lub 7 osób). Widok był okropny. Na pogorzeliskach, w ogrodach, podwórkach i na drodze leżało po 3–4 dzieci w wieku od pół roku do 5–6 lat z rozprutymi brzuchami, podciętymi gardłami, niektóre miały po kilka dziur od bagnetów na plecach, piersiach lub głowach. Całe rodziny, złożone z 6–7 osób, leżały zamordowane, zabito ludzi na drodze, przy pracy (jednego zabito przy rąbaniu drzewa, z siekierą w ręku). Młode dziewczyny miały odcięte piersi, porżnięte nogi. Prawie wszystkie ciała były sine od uderzeń kolb, głównie na twarzach i rękach. Ręce dorosłych ofiar były pokaleczone jakby drutem kolczastym lub czymś podobnym, krew tryskająca z żył już na nich zakrzepła. Ciało jednego starca miło bardzo dziwną pozycję –klęcząca postać z twarzą zwróconą do góry. Prawdopodobnie śmierć dosięgła go podczas modlitwy. Miał plecy przebite bagnetem, ciało było spalone. Trupy były tak spalone, że ledwie można było rozpoznać kształt głowy i poszczególnych części ciała. Cztery osoby były ciężko ranne. Jedna zmarła w ciągu pół doby,reszta leżała w jakichś budach i ocalałych chatach. Gdzieniegdzie z rodziny zostało tylko jedno dziecko, staruszek lub staruszka. Jak widma błąkały się one po zgliszczach, bezustannie oglądając ciała najbliższych istot i łamiąc ręce z rozpaczy. To tu, to tam rozlegał się rozdzierający duszę szloch. […]

Sanockie w styczniu 1946,w: M. Siwicki, Dzieje konfliktówpolsko-ukraińskich, t. III, Warszawa 1994, s. 321–323.


HISTORIA

Wojsko Polskie w maju 1947 r. w ramach deportacji o kryptonimie „Wisła” wygnało z obywateli RP narodowości ukraińskiej [Akcja „Wisła” 2013, 1049].

KOMENTARZE

DZIEDZICTWO UKRAIŃSKIEJ KULTURY MATERIALNEJ

Wyniki monitoringu z

CERKIEW

Nie możemy wyświetlić tej galerii.

KRZYŻE

Nie możemy wyświetlić tej galerii.

CMENTARZ

Nie możemy wyświetlić tej galerii.

ZABUDOWA

Nie możemy wyświetlić tej galerii.

BIBLIOGRAFIA