Małkowice

МАЛКОВИЧІ (pol. Małkowice) – do 1947 r. wieś ukraińska w powiecie przemyskim. W 1939 r. liczyła 1170 mieszkańców, w tym 1020 Ukraińców, 100 Polakow (w tym 50 niedawnych kolonistów), 70 ukraińskojęzycznych rzymskich katolików, 10 Żydów [Kubijowycz, 56].

HISTORIA

1950 listopad 8, Przemyśl – Fragment protokółu przesłuchania Antoniego Sanockiego przez ppor. Henryka Beresa, oficera śledczego PUBP Przemyśl
[…] W początkowy dniach wiosny 1945 roku pewnego dnia po Dźwierzyńskiego Jana przybył Kisiel Roman wraz ze swą grupa rabunkową, która przyprowadził z terenu gromady Nienadowa, gmina Dubiecko. Po przybyciu grupy Dźwierzyńskiego Jana rozlokował pomiędzy gospodarzy członków tej grupy na kwaterę i porą nocna tegoż dnia Dźwierzyński Jan, Anioł Franciszek i Kisiel Roman przyprowadzili i uzgodnili plan pacyfikacji gromady Małkowice, a następnie grupę w sile około 150 ludzi uzbrojonych w różnorodna broń podzielili na podgrupy, wydając każdej z nich zadanie.
Tej samej nocy w gromadzie Małkowice grupa ta wymordowała około 120 osób, nie wyróżniając kobiet, dzieci, a nawet starców, mienie pomordowanych załadowano na furmanki i odjechali w kierunku gromady Nienadowa. Dźwierzyński Jan w towarzystwie Kisiela Romana obserwowali przebieg akcji, stojąc na szosie obok gromady Małkowice. Natomiast Anioł Franciszek był wraz za całą grupą na akcji. Obserwując wynik akcji, widział powracająca grupę Kisiela Romana, która [odprowadzała] zrabowane krowy oraz około 50 załadowanych rzeczami furmanek. […]
IPN-Rz-050/124, t. 1, k.32.

Relacja Sofii Iłyk, ur. 1933 r.
[…] To było 1 kwietnia 1945 r. [datowanie błędne: masowy mord w Małkowicach miał miejsce w nocy z 17 na 18 kwietnia 1945 r. – B.H.]. W ten wieczór ojciec poszedł na wartę. Matka położyła starsze dzieci spać, a sama kołysała niemowlę. Nie mogliśmy zasnąć, wreszcie mama powiedziała: „Wstawajcie i idźcie na starcy, bo we wsi się pali i słychać strzały”. […]
Nasza czwórka wydostała się na strych, a mama z dzieckiem przy piersi pozostała na dole. Nie pamiętam, ile czasu tam spędziła, ale pamiętam pożar, łunę i strzały, i okropny ziąb. Właśnie chcieliśmy zejść na dół, gdy posypało się szkło, usłyszałam krzyki i uderzenia w ramy okienne i drzwi. Ktoś zaczął wdrapywać się na strych. To była nasza mama, która po uderzeniach kolby po oknach i wybitych szybach zrozumiała: odbywa się mord na ludziach. Nie miała czasu zabrać Olega, zostawiła go na dole i wciągnęła za sobą drabinę. W tej chwili od uderzeń kolbami wypadły drzwi i snop światła padł na ściany i koniec drabiny. Usłyszeliśmy: „Złaź. Kto tam?”. Mama spuściła drabinę. Bandyci, 5–6 mężczyzn ubranych w mundury sowieckie, wyszli na strych i zapytali, czy ktoś tam jeszcze jest.
– Dzieci są – odpowiada mama.
– Niech złażą.
Wszyscy zeszliśmy na dół i wstrzymując oddech weszliśmy do pokoju.
– Ja jestem Polką – mówi mama.
[Bandyci] dali rozkaz, aby okazać kenkartę. Mam zaczęła wszędzie szukać, lecz nie znalazła.
– A gdzie mąż? – zapytali.
– Mąż Ukrainiec, poszedł do matki do Radymna, bo matka bardzo chora.
[Bandyci] zaczęli zrzucać wszystkie rzeczy z łóżka na ziemię, grzebać w szafach, poszli do kuchni. Nie chcieli wierzyć, że mam jest Polką. Wszyscy staliśmy w rządku, czekając na śmierć. Ja stałam ostatnia, kołysałam niemowlę, mama stała pierwsza. Przymierzyła się do niej z automatu kobieta, która przyszła z bandytami. „Zostaw. Może być, że Polka” – powiedział jeden z nich. Bandyci porzucili nas i wyszli. Mama od razu znalazła kenkartę i schowała do szafy, potem podniosła pierzynę z podłogi, na której widać było ślady zakrwawionych butów. […] Polacy bandyci wyjeżdżali ze wsi po krwawej uczcie. Tej nocy wymordowali wszystkich, których zastali w domach, nie mogąc znaleźć ukrycia. Wśród zamordowanych były starcy i dzieci. W sąsiednim domu Polacy zamordowali stara kobietę, jej niewiastkę, 5-letniego chłopczyka i 4-miesieęcznę dziecko w kołysce, któremu wsadzili nóż w czoło [chodzi o rodzinę Dymitra Pituli – B.H.]. […]
Zabici wtedy zostali moi krewni – rodzina Wojtów: ciotka Tatiana, jej mąż Mikołaj, 15-letnia córka Petronelka i 12-letni syn Lubomir. Wszyscy czworo leżeli pod progiem, z ich ciał płynęła struga krwi. […] Zabito wtedy wiele ludzi. Pogrzeb zajął cały następny dzień. […]
Źródło: Deportaciji. Spohady, tom 3, Lwiw 2002, s. 81–82. Tłumaczenie: Bogdan Huk.

DZIEDZICTWO UKRAIŃSKIEJ KULTURY MATERIALNEJ
Wyniki monitoringu z maja 2015 r.

CERKIEW



CMENTARZ przy cerkwi – dawny

UPAMIĘTNIENIE
Wszystkie krzyże na grobach ukraińskich sprzed 1945 r. na dawnym cmentarzy parafialnym zostały zniszczone. Ich ilość nie jest znana. Na początku lat 90. powstało upamiętnienie ofiar mordu masowego z kwietnia 1945 r. dokonanego przez polski oddział partyzancki i ochotników.

KOMENTARZE

BIBLIOGRAFIA