Czerniczyn

 ЧЕРНИЧИН (pol. Czerniczyn) – do 1947 r. wieś ukraińska w powiecie hrubieszowskim. W 1943 r. wieś zamieszkiwało 1124 Ukraińców, 91 Polaków [APL, zespół 498, sygn. 139, k. 363].

WSPOMNIENIA

Fragment wspomnień Tekli Liborskiej o mordach na Ukraińcach w Czerniczynie dokonanych przez żołnierzy Wojska Polskiego

            […] Frontu nas przeszedł 22 lipca 1944 roku. Zaczęły się żniwa i skończyły, a po żniwach wyznaczono 9 mężczyzn ze wsi z końmi i wozami zawieźć różne rzeczy wojskowe nad Wisłę, gdzie znajdował się front. Po wykonaniu polecenia ci mężczyźni wracali z powrotem. Na ostatni nocleg przed wsią rodziną zajechali do jednej polskiej wsi koło Zwierzyńca. Mieszkała tam znana im kobieta, która miała pole w Metelinie (kilometr od Czerniczyna), więc znała też naszych ludzi i chętnie przyjęła ich na nocleg. W nocy do jej domu przyszli ludzie w wojskowych mundurach i zabrali tych mężczyzn do lasu. Dwaj nasi furmani w czasie wyjazdu zaczęli uciekać: jeden został zabity, a drugi uciekł. Był to Iwan, zięć Zajaców. Gdy zaczęło świtać, [ludzie w wojskowych mundurach] w lesie rozkazali pozostałym mężczyznom rozebrać się i klęknąć. Gdy ci byli w bieliźnie jeden, Wołodymyr Makarczuk, znowu zerwał się do ucieczki. Strzelali do niego, a mimo to on uciekł, chociaż domu dobiegł zupełnie bez pamięci. Niczego nie mógł powiedzieć, ale gdy się opamiętał, opowiedział, co działo się z nim w lesie. Tam nasi furmani zostali zastrzeleni, ściągnięci na kupę, nakryci chrustem. Jeden z nich, Iwan Stasiuk, został tylko ranny, ale utracił przytomność. Gdy oprzytomniał, zaczął wyłazić spod trupów i chrustu, a gdy to mu się udało i przekonał się, że nikogo z morderców nie ma, polazł na czworaka z lasu. Szedł w bólu,  potem pomogli mu ludzie, myśląc, że jest uciekinierem z niemieckiej niewoli. Dostał się do Zamościa do szpitala, skąd po 10 dniach żołnierze sowieccy przywieźli go samochodem do Czerniczyna. Rodziny prosiły żołnierzy przywieźć im trupów, aby ich pochować, ale ci nie mogli tego zrobić. W lesie pozostali: Roman Wojtowycz, Josyp Łycz, Fedir Mazur, Pawło Pyłypczuk, Mychajło Bachmaczuk, Mykoła Nowosad.

Kilka dni po tym wypadku jeden nasz gospodarz, nazywał się Hryć Pyłypczuk, otrzymał rozkaz pojechać z rzeczami wojskowymi na zachód. Gdy wracał i był niedaleko swego domu, jeden żołnierz znowu zmusił go coś wieźć, a gdy ten odmówił, to tak mocno zbił go rewolwerem po głowie, że dzień i noc nie odzyskał przytomności. Następnego dnia zmarł w wieku 40 lat.

O północy 29 października 1944 roku wysadzona została [przez UPA] szkoła w naszej wsi, gdzie mieścił się posterunek milicji. Tej tragicznej nocy milicja odeszła ze szkoły i nocowała u Sydora Horoszczuka, zatem budynek szkolny był pusty. Wybuch postawił wszystkich mieszkańców na nogi. Rano z Hrubieszowa przyjechał oddział wojska – szkoła oficerska z Lublina. Zwołali mężczyzna na zebranie pod zniszczoną szkołę, położyli ich twarzą do ziemi na zimnym mroźnym wietrze i trzymali do zmroku. Na naradę poszli wtedy komendant milicji Pochylczuk, pułkownik sowiecki, pułkownik polski, wójt gminy Stefan Liborski i jego zastępca Pawło Semeniuk. Odczytali nazwiska 8 ludzi, wojacy  przeprowadzili ich przez szosę i w polu zastrzelili. Nie żałowali kul: nasz sąsiad miał ich w sobie 36. Zginęło wtedy 4 młodych chłopaków po 22 lata każdy, 2 mężczyzn po nad 40-letnich, jedna 18-letnia dziewczyna, która 2 tygodnie temu wyszła za mąż za sowieckiego lejtnanta (podczas egzekucji nie było go w domu). Zabici wtedy zostali: Petro Sywak, Petro Rabczuk, krewna księdza Hurki Natalka, Mykoła Pyłypczuk, Wołodymyr Sywak, Stepan Kozak, Josyp Pitus, Petro Rabczuk. Rozstrzelana zostałaby także Tatiana Symczuk, młoda dziewczyna, ale gdy już ją wyczytali, z pod kul zwolnił ją komendant Pochylczuk, a na jej miejsce wywołano krewną księdza Hurki. Ludzie ci zostali rozstrzelani, ale niektórzy się ruszali, więc chodził między nimi ich kolega z lat szkolnych, Polak Karol Knap, i strzelał im w głowę.

Po tej rozprawie zabrali 84 mężczyzn spod szkoły i czwórkami poprowadzili Hrubieszowa. W Hrubieszowie zabili […] starszego mężczyznę z Czerniczyna Semena Gromę.

[…] Ukradzionego majątku najczęściej nikt nie szukał, ale był wypadek, że gdy jednemu gospodarzowi ukradziono krowę […], [on] dowiedział się jakoś, kto tą krowę zabrał – znaleźli z niej skórę w Pobereżańach, przedmieściu Hrubieszowa, i zaczęli domagać się zwrotu krowy. Jakże straszną zapłacili za to cenę![…] Stało się to tak, że jednego wieczora oddział Wojska Polskiego jechał od Modrynia. […] [Po mordzie na braciach Prokopach w Masłomęczu] zajechał do Czerniczyna do tej rodziny, która szukała krowy. [Żołnierze] zabili gospodarza Pawła Bidę, jego żonę Annę, siostrę żony Mariję Utkiną, Wołodźkę i Jewhena (13- i 15-letniego), którzy byli synami Anninej szwagierki Mariji Demczuk, a ją samą przestrzelili, gdy uciekała przez okno, ale nie dobijali i wyzdrowiała. Sąsiada Iwan Bidę, który wszystko to widział i jego syna, 16-letniego Petra, także zabili. I znowu było 10 trupów. […]

Od tego czasu już nie szukał ukradzionego majątku, a mimo to ludzie ginęli nadal. Spotkało to Petra Demczuka, brata zabitej Anny Bidy, którego zabili zimą na stacji, gdy wracał z Hrubieszowa; syna Tekli Jaremczuk, jedynaka Iwana i Stefana Rybaczuka (19-letniego, jak i jego poprzednik, obydwaj pracowali przy młockarni w Łotoszynach), którzy zostali zabrani w biały dzień, wieczorem zawiezieni furą drogą między czerniczyńskimi koloniami i męczeni tak, że krzyczeli „Tatusiu, mamusiu, ratujcie!”, ale jak bezbronni ludzie mogli ich ratować? Zamordowanych ze skręconymi głowami i powykręcanymi palcami rąk i nóg zostawili w dołach niedaleko szosy; Mykołę Adamiuka, 18-letniego chłopca, zabitego na drodze, gdy wracał z pracy do domu (trupa zasypali ziemią w okopie i pokazali aż wtedy, gdy ojciec zaczął się tego domagać, bo chciał go pochować; Stepana Adamiuka i Iwana Pawluka, zabitych na drodze do Hrubieszowa (mordercy byli synami Romańskiego, co mieszkał na  Michałówce za młynem parowym); […] ojca [braci Adamiuków] zabitego w swoim chlewie na wyszkach; Hapkę Żmurową, zabitą, gdy wiozła do młyna pełny wóz pszenicy; […].

Źródło: Spohad Tekli Liborśkoji (diwocze prizwyszcze Dziad) narodżenoji 1920 roku w Czernyczyni, w: 1947 Propamiatna Knyha, pod red. B. Huka, Warszawa 1997, s. 540–543.

HISTORIA

Po deportacji części mieszkańców Ukraińców do Ukraińskiej SRR w latach 1945–1946 Wojsko Polskie w 1947 r. w ramach deportacji o kryptonimie „Wisła” wygnało ze wsi na tzw. Ziemie Odzyskane 201 obywateli RP narodowości ukraińskiej [Akcja „Wisła” 2013, 1021].

KOMENTARZE

DZIEDZICTWO UKRAIŃSKIEJ KULTURY MATERIALNEJ

Wyniki monitoringu z [galerie oczekują na uzupełnienie].

CERKIEW

Nie możemy wyświetlić tej galerii.

KAPLICZKI

Nie możemy wyświetlić tej galerii.

KRZYŻE

Nie możemy wyświetlić tej galerii.

CMENTARZ

Nie możemy wyświetlić tej galerii.

ZABUDOWA

Nie możemy wyświetlić tej galerii.

BIBLIOGRAFIA