Dynów

ДИНІВ (pol. Dynów) – polskie miasteczko w powiecie brzozowskim. W 1936 r. mieszkało tu 60 wiernych obrządku greckokatolickiego [Szematyzm AAŁ 1936, 45].

HISTORIA

Wojsko Polskie w 1947 r. w ramach deportacji o kryptonimie „Wisła” wygnało z Dynowa na tzw. Ziemie Odzyskane 54 obywateli RP narodowości ukraińskiej [Akcja „Wisła” 2013, 1030].

DOKUMENTY

Wyciąg z protokołu przesłuchania Józefa Jasińskiego z Piątkowej w dniu 14 lipca 1945 roku przez referenta SB OUN rejonu V w nadrejonie „Chłodny Jar” Iwana Krywuckiego  „Arkadija” o mordach na 16 Ukraińcach w Dynowie

Dnia 26.6.1945 r. byłem w Dynowie na stacji, czekałem na swoją siostrę, która miała przyjechać z Niemiec. Widziałem tam 3 Polaków w mundurach wojskowych z biało-czerwonymi opaskami na czapkach. Po sprawdzeniu dokumentów u ludzi, wracających z Niemiec z pracy, zabrali 6 Ukraińców (4 mężczyzn w wieku średnim i 2 młode kobiety) z walizkami i poprowadzili w stronę rynku, mówiąc im, że na głównej komendzie muszą dokładniej sprawdzić ich dokumenty. Jeden Polak-cywil, który był koło mnie, powiedział: „Mogą się pożegnać z tym światem, to nie pierwsi i nie ostatni”. Dokąd ich poprowadzili, nie wiem.

Dnia 30.6.1945 r. znowu byłem na stacji w Dynowie. Tego dnia wojskowi z biało-czerwonymi opaskami zabrały ze stacji 10 Ukraińców. Były to 2 kobiety w średnim wieku, 2 dziewczyny i 6 młodych chłopaków. Ludzie z Dylągowej mówili, że poznali trzech chłopców z Pawłokomy. Wojskowi […] poprowadzili ich tam, gdzie wcześniej.  

AIPN Rz 072/1, t. 27, Wyp. VII b (118), k. 84.

Fragment protokołu przesłuchania podejrzanego Mieczysława Jurasińskiego o mordach  na 7 Ukraińcach w Dynowie dokonanym przez członków AK

Następnego dnia w tym samym okresie czasu spotkałem podczas służby nocnej, wraz z Łukasiewiczem Ukraińca Kozanowskiego, skarbnika wyżej wymienionego Prokopa, a który szedł ulicą a rzekomo wynosił się z Dynowa. Wówczas zastrzeliliśmy go wspólnie z Łukasiewiczem i zakopaliśmy go w okopie za Żydowską Górką w Dynowie (koło cmentarza). W teczce, którą posiadał koło siebie, miał buty, koszulę i coś forsy, tak że tą zawartością podzieliłem się z Łukasiewiczem. O wykonaniu powyższych wyroków zameldowałem z Łukasiewiczem Chudzikiewiczowi jako temu od którego otrzymaliśmy polecenie na likwidację wyżej wymienionego. […]

Następnie w miesiącu maju 1945 r., dokładnej daty nie pamiętam, zostało zabranych dwóch Ukraińców ze stacji kolejowej w Dynowie przeze mnie, Łukasiewicza oraz kto był więcej, nie mogę sobie przypomnieć, a którzy to Ukraińcy powracali z Niemiec. Po zbadaniu wyżej wymienionych osobników okazało się, iż posiadali dowody osobiste, w których była zaznaczona narodowość ukraińska. Osobników tych prowadziliśmy z zamiarem zlikwidowania ich i wrzucenia do Sanu, lecz podczas drogi osobnicy ci coś przeczuwali i poczęli uciekać, wówczas puściliśmy w nich serię z posiadanych automatów, kładąc ich na miejscu. Osobnika jednego zagrzebaliśmy w rowie (okopie) strzeleckim koło stacji kolejowej w Dynowie, to jest w miejscu tym samym, co i zwłoki [Józefa] Kucyły. Natomiast drugiego osobnika pogrzebaliśmy w okopie koło cmentarza, a to z tego powodu, ponieważ uciekał i tam go dopędziliśmy, strzelając go.

Udział w likwidacji wyżej wymienionych dwóch Ukraińcach brałem ja i Łukasiewicz, i młodszy Gąsecki Artur z Dynowa. Ukraińcy wyżej wspomniani powracali z Niemiec oraz mieli przy sobie małe walizki z bielizną i odzieżą, którymi to rzeczami się podzieliliśmy.

Pod koniec miesiąca maja 1945 r., przypominam sobie, że Milicja Obywatelska w Dynowie zatrzymała trzech Ukraińców. Po sprawdzeniu dowodów osobistych, zwolniono ich. My się o tym dowiedzieli, to znaczy, że ja, Rzekowski i Łukasiewicz, że Ukraińcy ci są zwolnieni i idą na nocleg. Wtedy zabraliśmy ich i zaprowadziliśmy koło nowego cmentarza w Dynowie, gdzie rozstrzelaliśmy ich wspólnie, a następnie zwłoki wrzuciliśmy do rowu (okopu) niemieckiego, zagrzebując je gliną. Rzeczy, które posiadali koło siebie, zabraliśmy im i podzieliliśmy się wspólnie tymi rzeczami, jak bielizną i butami.

Pod koniec miesiąca maja 1945 r. lub początkiem miesiąca czerwca 1945 r. została zabrana ze stacji kolejowej też jedna Ukrainka, która powracała z Niemiec. Kobietę tą ze stacji zabrał Łukasiewicz z drugim chłopakiem, którego nie znałem dokładnie nazwiska, Zach czy Łach, a którą przyprowadzili pod studnię w Dynowie koło rynku, pod nazwą „Gryna”, i tam ją zastrzelili. Ja, przechodząc wówczas przez miasto, posłyszałem tam strzały, nadbiegłem i zastałem tą kobietę już zastrzeloną, którą następnie wspólnie wpuściliśmy do studni. Ukrainka ta zastrzelona posiadała przy sobie pakunek, z zawartością bielizny i innych bezwartościowych drobiazgów, którymi to rzeczami podzieliliśmy się wspólnie. Zwłoki te w studni pozostały zasypane rumowiskami, kamieniami i drzewem.

Odpis, maszynopis.

AIPN Rz 052/113, t. 1,  Protokół przesłuchania podejrzanego M. Jurasińskiego przez oficera śledczego WUBP w Rzeszowie, 26 VIII 1947 r. k. 10–11.

Fragment zeznań świadka, Mariji Prokop, o mordzie na 5 Ukraińcach-członkach jej rodziny dokonanym w Dynowie przez członków AK

Świadek Prokop Maria, córka Kazimierza, lat 75, gospodyni domu, zamieszkała w Dynowie przy ulicy Armii Czerwonej, obca w stosunku do oskarżonych zeznaje:

po wyzwoleniu w lutym 1945 r. mieszkałam w Dynowie razem z dwoma synami Stefanem i Mironem oraz córką Emilią. Trzeci mój syn, Jerzy, mieszkał wraz z żoną i dziećmi również w Dynowie, lecz osobno w Rynku na piętrze, a na parterze miał sklep. Miał on troje nieletnich dzieci, najstarsze liczyło cztery lata. Żona Jerzego imieniem Maria oraz jej matka Anna Fil i jakaś służąca zamieszkiwali z moim synem Jerzym.

W lutym 1945 r., daty nie pamiętam, około godziny 19. wieczorem weszło do naszego mieszkania trzech uzbrojonych osobników. Kazali nam leżeć w kuchni na podłodze. Osobnicy ci kazali iść do domu Chudzikiewiczowi – sąsiadowi, który był w tym czasie u nas, a następnie zabrali moich synów na dół. Gdy syn Stefan płakał i prosił o darowanie mu życia, słyszałam z dołu głos: „Brać ich”. Po krótkiej chwili od sprowadzenia synów na dwór usłyszałam krzyk: „Jezus Maria!” i strzały. Na drugi dzień rano wyszłam z córką na podwórze, gdzie zauważyliśmy kałużę krwi, zaś zwłok zamordowanych synów nie było. Tej samej nocy sprawcy zabrali nam parę koni, wóz i wszystką garderobę. Spośród oskarżonych nie rozpoznaję żadnego jako sprawcy morderstwa moich synów.

Tego samego dnia wieczorem został zamordowany również mój syn Jerzy, jego żona i teściowa zamieszkali w Rynku w Dynowie. Ja w tym czasie byłam chora i nigdzie nie wychodziłam. Na drugi dzień po zamordowaniu moich synów Stefana i Mirona poszła córka do Jerzego i po powrocie oświadczyła mi, że on oraz jego żona i teściowa również zostali tej samej nocy zamordowani przez nieznanych sprawców.

AIPN Rz 107/1468, t. 1, Protokółu rozprawy głównej w sprawie przeciwko Sputa Czesławowi i innym – zeznanie Marii Prokop, 30 VII 1953 r., k. 90.

KOMENTARZE

DZIEDZICTWO UKRAIŃSKIEJ KULTURY MATERIALNEJ

CERKWISKO

Miejsce, gdzie stała murowana cerkiew greckokatolicka pw. męczennika Jerzego, zbudowana w 1910 roku.

Galeria w uzupełnieniu…

Nie możemy wyświetlić tej galerii.